Internauta dzieli się swoimi doświadczeniami i radzi jak mądrze pomagać w transporcie uchodźców z Ukrainy. Tekst pochodzi z FB.

Podczas weekendu jeździłem po pograniczu, przewożąc uciekinierów z Ukrainy w głąb kraju. Kilka moich obserwacji z pierwszej ręki – mały poradnik dla osób, które chciałyby pomóc w przewozie ludzi, a nie wiedzą jak zacząć.

Przede wszystkim – przygotuj się na to, że na razie działania są niezbyt dobrze skoordynowane (to nie zarzut – koordynacja tego wszystkiego to ogromne wyzwanie), więc działaj, ale i myśl. Z tego co widziałem, potrzeby związane z transportem ludzi z granicy w głąb Polski są obecnie praktycznie nieograniczone… Jeśli więc masz samochód i trochę wolnego czasu – jedź. Ale z głową.

Jazda „w ciemno” bezpośrednio na przejście graniczne, w sytuacji, gdy nie masz „nagranego” konkretnego odbioru ludzi, jest bez sensu. Na przejściu w Hrebennem na przykład, cała malutka miejscowość jest zawalona samochodami i ludźmi, trudno tam wjechać i wyjechać, policja próbuje to kontrolować jak się da. Jeśli więc masz umówiony odbiór kogoś – jedź. A jeśli nie masz – jedź to jednego z punktów zbiorczych, które znajdują się przy przejściach granicznych (np. dla Hrebennego jest to szkoła w Lubyczy Królewskiej, kilka kilometrów od granicy). Tam ludzie, którzy jakoś przedostali się przez granice, czekają na transport dalej.

Na fejsie jest sporo informacji o potrzebach transportowych, szukaj na grupach, ja tak znajdowałem pasażerów. Do przewiezienia są praktycznie wyłącznie kobiety i dzieci, kobiety raczej młode i w średnim wieku (staruszki zostały w domach…). Sporadycznie mężczyźni (najczęściej obcokrajowcy, których wojna zastała na miejscu), młodsi Ukraińcy mają z reguły zakaz wyjazdu. Przygotuj sobie (np. z pomocą któregoś z Ukraińców) dużą kartkę w języku ukraińskim, z informacją o tym, ze oferujesz transport, ile miejsc, dokąd (miasta, w tym miasta na trasie), czy masz foteliki dla dzieci (3/4 uciekinierów to dzieciaki), i koniecznie dopisek „bezpłatnie” (na terenie samej Ukrainy bandziorzy kasują ogromne sumy za przewozy ludzi… ogromnie to przykre, ale to wojenne realia…).

O ile do dużych miast z reguły łatwiej im się dostać np. pociągiem, o tyle do mniejszych, bardziej prowincjonalnych trudniej.

Większość ludzi przechodzi przez granicę pieszo. Z niczym. Wiozłem mamę z trójką chłopaczków 6-9 lat, którzy mieli ze sobą tylko mały plecaczek i to co na sobie. Podróżują tak nie (tylko) dlatego, że to biedni ludzie, ale też ze względów praktycznych, bez bagażu jest lżej… a oni sami nie wiedza ile czasu i kilometrów będą musieli chodzić i czekać (na granicy czeka się co najmniej kilka godzin).

Nie potrzeba więc dla nich ogromnej przestrzeni bagażowej. Ale im więcej miejsc w samochodzie, tym lepiej. Dlatego warto jechać samemu, a jeśli np. się boisz, to max w dwie osoby. A najlepiej dwoma samochodami 🙂

Po zapakowaniu do samochodu… oni niczego nie potrzebują na początku. Są wykończeni, wyorani. Dzieciaki padają i zasypiają momentalnie po kilkunastu godzinach w drodze. Nie zdejmują nawet kurtek. Są przemarznięci, godzinami czekają na granicy i potem już w Polsce. O nic nie proszą. Nie chcą z reguły nic jeść, zwłaszcza na początku podróży. Chcą spać i poczuć się spokojnie, bezpiecznie i ciepło.

Warto jednak zabrać picie, jedzenie (konkretne, ale tez słodycze, termos z herbata, kubki jednorazowe). Butelkę do mleka dla noworodków, jakiekolwiek mleko w proszku, pampersy (kilka rozmiarów – najwyżej się odda komuś), chusteczki nawilżane. Termos z gorącą wodą. Krem na odparzenia. Niemowlaki czasem są przez kilka godzin z jednym pampersem. Koc. Jakieś leki na przeziębienie, na gorączkę. Puste reklamówki. Drobne na toaletę. Kable do ładowania telefonu.Jeśli dajesz dzieciom jakieś słodycze, to takie, które będą mogły wsadzić do kieszeni i zjeść później. Bo mogą się wstydzić jeść przy tobie.

Jeśli dorośli nie chcą opowiadać, to nie naciskać, nie zagadywać nadmiernie. Zaopiekować się, w miarę możliwości bez emocji (dopóki są z tobą).

Zatankuj co najmniej 50 km przed granicą. W Toruniu nie ma kolejek, a w takim np. Rzeszowie czeka się prawie godzinę…

Nie zabieraj żadnych darów „żeby nie jechać na pusto” (chyba że dokładnie wiadomo co jest potrzebne), a najgorszym pomysłem są ubrania. W pobliżu granicy leżą sterty toreb z ubraniami, jak spadnie na to deszcz to będzie do wywalenia. Ubrania będą potrzebne później, gdy uciekinierzy już znajdą się w miejscach docelowych.

Zbierajcie… ale nie zabierajcie ich na granicę. Tam zaopatrzenie jest dość dobre, nie zauważyłem, aby czegoś brakowało.

Zadbaj o siebie. Emocje związane z sytuacją są gigantyczne. Zabierałem bezpośrednio z granicy dwie dziewczynki, które rodzice oddali mi, pożegnali się i wrócili na wojnę. Obcemu, łysemu, zarośniętemu osobnikowi, który wiezie je nie wiadomo gdzie. Nie mam pojęcia jak bardzo trzeba bać się o dzieci, aby przełamać inny strach, związany z oddaniem ich zupełnie obcym ludziom. A co czują dzieci, gdy ich rodzice (lub jeden z nich) zostają aby walczyć? Oni potrzebują (przynajmniej na początku) twojego spokoju i opanowania.

Bądź gotowy/gotowa na błoto na siedzeniach, na nieprzyjemne zapachy po wielogodzinnej podróży, niechęć do rozmowy, wstyd, łzy i inne emocje.

Jeśli chcą zrobić ci zdjęcie (np. z prawem jazdy, nazwiskiem) – pozwól na to (zakrywają c wrażliwe dane), dzięki temu czują się bezpieczniej, wysyłając to zdjęcie bliskim.

Jeśli planujecie gdzieś nocować na miejscu – w strefie kilkudziesięciu kilometrów od granicy znalezienie miejsca w hotelu graniczy z cudem.

Jeśli nie możesz/nie chcesz jechać – nie przejmuj się. Pomoc uciekinierom z wojny to bieg długodystansowy, a nie sprint, chociaż obecnie nie ma nic ważniejszego, niż przewiezienie ich dalej. Ale za chwilę będzie można pomóc na miejscu.

Dziękuję autorowi tekstu za te słowa. Podajcie dalej👉👉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *